poniedziałek, 23 listopada 2009

primerasOpis e-booka

 

Nie jesteśmy sami we Wszechświecie. To co się z nami dzieje tu i teraz, jest maleńkim epizodem. Nasze życie jest cząstką wielkiego procesu samodoskonalenia się. Przybraliśmy swoją postać, aby wykonać to zadanie. Nie lękajmy się. Nie jesteśmy zdani tylko sami na siebie. Ktoś czuwa nad nami i pragnie naszych sukcesów. - To główne tezy książki fantastycznej Stana Ancienta.

"Primeras" to pierwsza część opowieści o tym, co jest poza światem, w którym żyjemy. Okazuje się, że tam rządzą doskonale nam znane prawa. Otaczane tajemnicą sacrum wprawdzie są niezwykle swojskie i zrozumiałe.

 

Z powieści Stana Ancienta dowiemy się "Skąd przychodzimy i dokąd idziemy". Autor jednak nie powołuje się, jak to obecnie jest w modzie, na objawienia czy duchowe kontakty z Bogiem. Stan Ancient stworzył powieść fantastyczną, mocno osadzoną w realiach obecnej wiedzy o wszechświecie. Spopularyzował tę wiedzę i wypełnił własną wyobraźnią.

Dla trzeźwo stąpających po ziemi, ale myślących Czytelników, książka ta na pewno stanie się ucztą duchową.

 

Przeniesie Was ona w świat fantastyki. Kreuje świat konsekwentnie i obrazowo. Postaci są wyraziste, reprezentują całą gamę charakterów i osobowości. Wiele z nich zdołacie polubić. Książka jest o odwadze, odpowiedzialności, uczciwości.

 

Kanwa opowieści zasadza się na pewnym przesłaniu, podporządkowana jest jego logice i być może, w związku z tym, po przeczytaniu powieści, może najdą Was filozoficzne refleksje. Nie ma ideału absolutnego, możemy się zawieść nawet na tych, których uważamy za "kryształowo" uczciwych.

 

W książce bardzo wiele się dzieje. Bohaterowie różnych cywilizacji, są splątani swymi losami. Nierzadko rozwiązują problemy życia i śmierci, nie tylko jednostek, ale całych cywilizacji. Jest tu też wątek kryminalny.

 

Fragment:

 

"Na miejscu katastrofy zaczęły pojawiać się ciemne nie oznakowane ambulanse. Podjeżdżały dyskretnie, ustępując zawsze z drogi karetkom, pojazdom dowódczym straży pożarnej i radiowozom policyjnym. Przepuszczane były jednak na wjeździe, przez zasieki, bez oporu. Wychodziło z nich po dwóch, trzech mężczyzn, krótko rozmawiali z kierującymi zespołami ratowników lekarzami, brali jakieś od ręki wypisywane formularze i kierowali się do odkładanych na ubocze ciał spowitych czarnymi workami. Sprawdzali przywieszki przyczepione do zamknięć tych worków, a następnie ładowali po trzy, cztery ciała do każdego ambulansu. Młody Człowiek naliczył już kilkanaście takich ciał.

Właśnie ładowano jedno z nich. Widocznie mężczyzna w ciemnym garniturze miał jakieś wątpliwości, porównując przywieszkę z trzymanym w dłoni formularzem, bo rozsunął suwak błyskawiczny i odsłonił twarz ofiary. Młody Człowiek ze zdziwieniem rozpoznał siebie. "Jak to, to ja jestem martwy?" - Przebiegła mu myśl jak błyskawica. Ku jego zdziwieniu nie wywołało w nim to przerażenia. Było mu całkiem dobrze. Mało tego, napawał się nowymi możliwościami, jakie teraz posiadł. Spojrzał przez ramię pracownika zakładu pogrzebowego. Pracownik trzymał jakiś papier. To był formularz identyfikacyjny. Przyjrzał się dokumentowi uważniej. Nic się nie zgadzało, to nie były jego dane, ale ciało było jego! Usiłował krzyczeć - "To nie jest moja kartoteka, pochowacie mnie jako kogoś innego!". Widział jednak, że jego krzyk do nikogo nie dociera. Mężczyzna porównał jeszcze numer wpisany do formularza z przywieszką na worku - "Hm, wiek chyba się zgadza, mocno pokiereszowany, ale to jest młody mężczyzna. To pewnie ten z kartoteki, bierzemy!"

Młody Człowiek odczuł ze zdziwieniem, że w sumie ta pomyłka nie za bardzo go obchodzi. Zdziwił się swojej obojętności. Spostrzegł natomiast, że mimo tego, że jego ciało było w worku, bardzo wyraźnie widzi paskudne obrażenia których doznały jego doczesne szczątki i nawet poczuł pewien niesmak i niechęć do tego "poszlachtowanego mięsa".

Akcja ratownicza przebiegała bardzo sprawnie. Z autobusu nie wyjmowano już żadnych ciał. W jednym z radiowozów trwało przesłuchanie kierowcy ciężarówki. Mężczyzna w średnim wieku trząsł się cały i widać było stróżki potu spływającego po jego skroniach, szyi i plecach. Koszula była przemoczona pod pachami i widniały tam ogromne ciemne plamy. Młody Człowiek widział wyraźnie, że kierowca ten jechał silnie skacowany i nie wyspany po libacji z dnia poprzedniego. Kilkakrotnie przed wypadkiem złapał się na tym, że nie bardzo kontroluje pojazd, ale postanowił nie przerywać pracy, aby nie narazić się przełożonym.

"Ciekawe, skąd ja to wszystko wiem?" - przebiegło przez myśl Młodego Człowieka, ale przysłuchiwał się z zaciekawieniem pytaniom policjanta i odpowiedziom kierowcy.

Spocony mężczyzna nie przyznawał się do swojej niedyspozycji. Wskazania alkomatu tylko nieznacznie przekraczały dopuszczalną normę i to pozwalało kierowcy "iść w zaparte". Mówił właśnie, że jak wjechał na główną ulicę, to autobus jechał lewym pasem i on nie wie, dlaczego nagle zjechał. Kierowcy autobusu nie było wśród żywych by móc zaprzeczyć tym oskarżeniom. "Jechał strasznie szybko i nie dał mi szans na unik" - kłamał faktyczny sprawca wypadku. Młody Człowiek wyraźnie widział, że kierowca ciężarówki nie zauważył czerwonego światła na skrzyżowaniu, a samo skrzyżowanie zobaczył dopiero w ostatniej chwili. Wtedy było jednak już za późno. Odbił gwałtownie w prawo, taranując przód autobusu a potem rozrywając cały jego prawy bok, miażdżąc przy tym wszystkich siedzących po tej stronie pasażerów. Było kilkanaście minut po czternastej, panował szczyt. Autobus miał komplet pasażerów. Ciężarówka była przeładowana, tak że gruz kilkakrotnie zsunął się za burty aż jej kierowca, gdy zobaczył to w lusterku, wystraszył się, że zbije komuś szybę. Miał jednak przed sobą jeszcze jeden kurs i chciał jak najszybciej obrócić.

Młody Człowiek chciał powiedzieć to śledczemu. Próbował powiedzieć na głos: "On kłamie!" Ale policjant w ogóle go nie słyszał. Było tak samo jak z mężczyzną z zakładu pogrzebowego. Dał więc sobie spokój. Pomału zaczął tracić zainteresowanie wypadkiem. "Może by popatrzeć gdzie zawiozą moje ciało?". Poczuł, że tak naprawdę jednak mało go to interesuje. Zaczęła natomiast wzbierać w nim ciekawość, co czeka go dalej. Wiedział, że im szybciej przestanie interesować się wypadkiem, tym szybciej zaczną się dla niego dziać nowe fascynujące rzeczy. Chciał już stać się ich uczestnikiem. Czuł, że będą to dobre rzeczy.

 

* * *

Uwolnienie Młodego Człowieka z ciała, natychmiast zostało zauważone jeszcze gdzieś indziej. Zupełnie nie będąc tego świadomym, Młody Człowiek, a raczej jego mózg, wysłał bardzo przenikliwy sygnał, który potrafił dotrzeć nawet na najdalsze obrzeża Wszechświata."

 

DARMOWY FRAGMENT

10:59, catarina78 , proza
Link Dodaj komentarz »
upadekOpis e-booka

Do czego może doprowadzić spadająca na Ziemię kometa? Na pewno do katastrofy. Ale ludzkość z niejednego kataklizmu już się podnosiła. Jak będzie tym razem? Jakie konsekwencje będzie mieć dla rodzaju ludzkiego skażenie pozaziemskim wirusem, powodującym ewolucyjny regres? Kto wygra w walce o przetrwanie, a potem w walce o władze?

Powieść kanadyjskiego pisarza polskiego pochodzenia opowiada nie tylko o upadku komety, ale przede wszystkim o upadku obyczajów, kultury, upadku człowieka, nagle sprowadzonego do roli człekokształtnej małpy, w której pozostały jeszcze resztki pamięci o niedawnych osiągnięciach technologicznych.

Bohaterką opowieści jest była astronautka, pracownica NASA, która w momencie katastrofy ukrywa się wraz z maleńkim synem w jaskiniach. W warunkach nuklearnej zimy przyjdzie jej jeszcze urodzić bliźniaczki i zmierzyć się ze swoją nową, zmutowaną naturą. Czy uda jej się przetrwać?

Fragment:

"Noc zawsze należała do drapieżników, a mama trójki mutantów sama też była...
- Ona jest dziwna. - Zatrzaskując drzwi i zakładając blokadę Blair szczękał zębami.
Tymczasem Milena, rozebrana do rosołu, szykowała się na spacer, tylko okazyjnie rozważając możliwość prawdziwego poszukiwania zagubionego pojazdu.
Jej szósty zmysł nie rejestrował obcych pojazdów, czy kosmaczy, i tylko czasem pokazywał jakieś zarysy samotnych sylwetek. Oceniając po nasileniu sygnału, który zawsze był wprost proporcjonalny do masy, były to, albo niedźwiedzie, albo coś podobnego. Niestety, na większe odległości, sygnały zacierały się i słabły, a jej umiejętność rozróżniania i kojarzenia obrazów nadal pozostawiała wiele do życzenia. 
- Nie warto martwić się na zapas. Tutaj jest bezludzie.
Ostrożnie wyślizgując się z maszyny i po cichu zamykając drzwi, prawie na czworakach poszusowała w stronę najbliższej zaspy. Obecny wypad był jak inne poprzednio. Ot, mały spacer i okazja do testowania swoich nowych umiejętności.
Biegnąc po śladach maszyn do tyłu, zmierzała w stronę zapamiętanej wcześniej górki, za którą rzeźba krajobrazu rozchodziła się na boki szeregiem sfalowanych jarów oraz zapadlin wielkości dużych dolin. Całość nosiła ślady niedawnej uprawy nęcąc szeregiem owocowych drzew i alejkami winorośli. Wprawdzie całość kryła się pod śniegiem, lecz nadal widoczne listowie było wabikiem dla zajęcy, a ona tak lubiła...
Nagły kwaśny zapach bijący ze zrujnowanej ogrodowej altany zatrzymał ją w pół kroku. Ktoś lub coś żyło w tej ruinie.
Chrzęst za plecami kazał jej uskoczyć w bok.
Ghrrry... dwa znajome kosmate kształty i błysk fosforyzująco zielonych oczu.
Nastawiona do walki Milena zamarła, niepewna zamiarów swoich sióstr w pazurach. Dwie wychudzone i tylko półkosmate naguski obserwowały ją równie intensywnie, lecz bez szczerzenia kłów.
- A wy to kto? - Milena opuściła pazurzaste dłonie, widząc ze zdumieniem obroże na szyjach kobiet. - No, co? Niemowy, czy z południa? Któraś mówi po angielsku?
- One nie mówią, ale ja tak. - Następny chrzęst i głos spowodował, iż zamiast uciekać, obróciła się, lecz robiąc obrót zobaczyła ciemny kształt pałki spadający na jej ciemię, a dalej... noc eksplodowała gwiazdami.
- Jaka miła suczka. Kosmata, he, he... - Kwaśno cuchnące rękawice zapięły na jej szyi szeroką obrożę z długim łańcuchem. - No, chodź tutaj, głupia... pokaż, co masz...
Milena, trzeźwiejąc po uderzeniu, odkryła, że jest wewnątrz altany wraz z milczącymi siostrami w pazurach, lecz odwrotnie niż tamte, siedzące na brudnym wyrku, stoi przykuta do słupa."

 

DARMOWY FRAGMENT

10:55, catarina78 , proza
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 listopada 2009

Z okazji swoich pierwszych urodzin przez cały weekend od 14 do 15 listopada (od północy do północy) e-bookowo rozdaje e-booki!!

Wystarczy, że zamówisz dwie nasze publikacje, a zapłacisz tylko za jedną! Drugą dostaniesz zupełnie za darmo :)



Tylko w najbliższy weekend. Świętuj razem z nami!

Tagi: e-bookowo
11:30, catarina78
Link Dodaj komentarz »

dzieckoOpis e-booka

 

Jeśli jesteś młodą mamą, lub zamierzasz nią być, a czujesz się zagubiona w chaosie spadających na Ciebie niełatwych przecież obowiązków, to jest to kurs właśnie dla Ciebie.

 

E-book został napisany w formie praktycznych porad.

Oprócz praktycznych porad, jak zadbać o siebie i maluszka, zawiera także wskazówki, jak być szczęśliwym w rodzicielstwie, bo przecież tylko zadowoleni, szczęśliwi ludzie mogą być tak naprawdę dobrymi rodzicami.

 

Kurs składa się z trzech części, które poprowadzą Cię od podstaw zajmowania się maluszkiem po problemy wychowawcze.

Jeśli jesteś młodą mamą, lub zamierzasz nią być, a czujesz się zagubiona w chaosie spadających na Ciebie niełatwych przecież obowiązków, to jest to kurs właśnie dla Ciebie.

Oprócz praktycznych porad, jak zadbać o siebie i maluszka, zawiera także wskazówki, jak być szczęśliwym w rodzicielstwie, bo przecież tylko zadowoleni, szczęśliwi ludzie mogą być tak naprawdę dobrymi rodzicami.

Panuje powszechna opinia, że rodzicielstwu należy się poświęcić. Brzmi to dla niektórych jak wyrok, konieczność rezygnacji z kariery zawodowej, marzeń, planów. Dlatego tak trudno podjąć decyzję o posiadaniu dziecka, a świadome macierzyństwo utożsamia się z prawem do aborcji.

Proponuję zamienić nieco terminy: zapomnij o poświęceniu, pomyśl raczej o inwestycji. Im więcej miłości, czułości, pozytywnych emocji i czasu zainwestujesz w opiekę i wychowanie swojego dziecka, tym większych korzyści możesz się spodziewać w przyszłości. I wcale nie chodzi tu o podejście egoistyczne, wychowanie sobie pomocnika na starość, ale o stworzenie mądrego, wartościowego człowieka, który będzie w stanie stawić czoło przeciwnościom losu i stanowić dla Ciebie powód do dumy i radości.

 

pamiętaj:

urodzenie dziecka to nie koniec świata, ale jego początek!

 

Darmowy fragment

Tagi: e-bookowo
11:17, catarina78 , poradniki
Link Dodaj komentarz »

ciazaOpis e-booka

 

Właśnie dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży. Jeszcze nie wiesz, co to tak naprawdę znaczy. Jesteś zdziwiona, przerażona i szczęśliwa jednocześnie. Wynik testu ciążowego powitałaś płaczem. Nie wiesz, czy bardziej z radości czy ze strachu. Nie ma odwrotu - zostaniesz mamą.

 

Zanim jednak ta wiadomość do Ciebie w pełni dotrzeć, będziesz musiała codziennie ją sobie powtarzać, a i tak uświadomisz sobie to dopiero na kilka miesięcy po porodzie. Jeśli nie później.

 

Ciąża to niezwykły czas oczekiwania na dziecko, czas zmian, niepokojów. Każdy tydzień przynosi coś nowego, zarówno w rozwoju dziecka rosnącego w brzuchu, jak i w psychice przyszłej mamy.

 

E-book opisuje czas ciąży miesiąc po miesiącu, pokazując w przystępny sposób, na co należy zwrócić uwagę, czego się spodziewać w tym niezwykłym okresie i jak się przygotować do nowej roli.

Przygotuj się na częste wahania nastrojów od euforii do czarnej rozpaczy i to w ciągu zaledwie kilku godzin. Na pewno się zdarzy, że będą Cię wyprowadzać z równowagi drobiazgi typu: nie mam co na siebie włożyć, znowu po sobie nie pozmywałeś, gdzie jest moja szczotka i tak dalej i tak dalej. Sama rozszerzysz tą listę o kolejne pozycje, bo będzie ich nieskończoność.

Bądź gotowa na płacz „bez powodu”, łkanie w poduszkę, chandrę, jakiej nie miałaś nawet przed okresem. To wszystko normalne reakcje przystosowawcze. Uprzedź o nich swoich bliskich, by nie dolewali oliwy do ognia. Hormony w Tobie szaleją jak nigdy wcześniej. Muszą się wyładować. Jeżeli możesz staraj się wyciszyć, myśl o dziecku, głaszcz się po rosnącym brzuszku, śpiewaj, czytaj, tańcz. Masz teraz, po raz ostatni, czas na wszystko.

Jeżeli pracujesz, zwolnij tempo. Niech inni zrobią coś za Ciebie i dla Ciebie. Szybko się przekonasz, że świat bez Ciebie nie zginie. Musisz umieć się odprężać, machać ręką na rzeczy nieważne i cieszyć się każdym nowym dniem, bo z każdą chwilą Twoje Maleństwo staje się coraz większe i mądrzejsze. Uczy się świata od Ciebie. Przebywaj więc z miłymi ludźmi, słuchaj dobrej muzyki, oglądaj łagodne filmy. Bądź spokojna.

 

Darmowy fragment

Tagi: e-bookowo
11:13, catarina78 , poradniki
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 listopada 2009

Opowieści o małej czarownicy Ismie Anety Ciećko

opowiesci

Ta niecodzienna historia zaczęła się całkiem zwyczajnie. Było słoneczne przedpołudnie. Isma poszła w odwiedziny do wilczej rodziny, a zwierzaki odpoczywały wokół wielkiej brzozy: ryś Micuś ułożył się w cieniu, nietoperz Gacuś zahaczył się o jedną z brzozowych gałązek, a jaszczurka Zwałka położyła na nasłonecznionym kamieniu. Słoneczko świeciło wyjątkowo ładnie, ptaki świergoliły w konarach drzew, a lekki wietrzyk powiewał przynosząc zapachy kwiatów. Jednym słowem idealna pora na odpoczynek. Normalnie, po krótkim odpoczynku każde z nich zabiera się za swoje zajęcia. Zwałka przechadza się po ogrodzie i wyłapuje szkodniki niszczące kwiaty. Gacuś pisze w swoim sekretnym dzienniku poematy o nocnym życiu w Pradawnej Puszczy, a Micuś prowadzi jedną ze swoich naukowych obserwacji. Tym razem jednak stało się inaczej i wszystkie zwierzaki odpoczywały dalej: w południe, po południu, wieczorem... i żadne z nich nie zauważyło, kiedy pod brzozą pojawiło się Lenistwo. Skąd przyszło? Nikt tego nie wiedział.

Pierwsza zauważyła je Isma. Wróciwszy z odwiedzin u wilczej rodziny zobaczyła je leżące pod drzewem pomiędzy śpiącym Micusiem, a wygrzewającą się na kamieniu Zwałką. „Nigdy w życiu nie widziałam tak pięknej istoty” – pomyślała. Faktycznie, Lenistwo, które przypominało misia o długiej, miękkiej, połyskującej srebrem sierści wyglądało uroczo.

– Witaj, kim jesteś? – spytała Isma.

 

Darmowy fragment

Tagi: e-bookowo
11:51, catarina78 , bajki
Link Dodaj komentarz »

Bajki dla grzecznych i niesfornych Agnieszki Czerwonko:

bajki

Spacer

Gdy noc głęboka skrzydła rozwija

Gwiazdami niebo przybiera

Gdy zegar stary północ wybija

Świat w śnie głębokim zamiera

Róża czerwona w płatkach ukrywa

Piękności cudnej swej wdzięki

Ptak milknie, zasypia drzewo

Czekając nadejścia jutrzenki

Lecz w zamku ponurym, co na wzgórzu stoi

Koncert gwizdów, piosenek i szmerów

A cóż to? A któż to? To Irek Wampirek

Szykuje się do spaceru!

Buty przymierza, jedne i drugie

Trzecie i czwarte, czarne, czerwone

Z klamrą, sznurówką, z zamszu, skórzane

Te całkiem nowe i całkiem znoszone

DARMOWY FRAGMENT

Tagi: e-bookowo
11:42, catarina78 , bajki
Link Dodaj komentarz »

Rewia humoru Rafała Kado

rewia

Pytanie do referendum unijnego:

- Czy nie negujesz faktu swojego

sprzeciwu wobec potwierdzenia braku

poparcia dla wycofania inicjatywy

zaprzeczenia przez Prezydenta RP

zrezygnowania z odmowy ratyfikacji

układu akcesyjnego z UE?

 

***

 

Blondynka dzwoni do informacji na

dworcu kolejowym.

- Przepraszam, jak długo jedzie pociąg

z Krakowa do Warszawy?

- Chwileczkę...

- Dziękuję.

***

Wybory w latach 50-tych. Na ścianie

wisi portret Stalina. Przyciąga

uwagę starszej, niedowidzącej babci.

- O! Piłsudski.

- Nie Piłsudski towarzyszko tylko Josef

Wisarionowicz Stalin.

- A co on takiego zrobił ten Stalin?

- On wygnał Niemców z Polski.

- Dałby Bóg, pogoniłby i Ruskich.

 

Darmowy fragment

Tagi: e-bookowo
09:57, catarina78 , rozrywka
Link Dodaj komentarz »

Społeczne i sytuacyjne uwarunkowania agresji młodzieży Marzeny Wrzesień

Opis e-booka

Agresja stanowi poważny problem społeczny. Przejawia się ona w różnych formach w każdej niemal sferze życia. Szczególnie niepokojące dla rodziców, wychowawców i pedagogów są zachowania agresywne przejawiane przez najmłodszych.

Zagadnienie przyczyn zachowań agresywnych u dzieci jest szeroko omawiane nie tylko w pracach badawczych wielu naukowców, ale także w środkach masowego przekazu. Powstało dotąd wiele teorii wyjaśniających źródła i przyczyny agresji przejawiającej się w zachowaniach dzieci i młodzieży.

Agresja jest zjawiskiem powszechnym. Nie zmienia to faktu, że nie powinniśmy być wobec niej obojętni i przyzwalać na jej coraz częstsze przejawianie się w życiu społecznym. Warto zatem przyjrzeć się przyczynom oraz uwarunkowaniom społecznym i sytuacyjnym agresji w zachowaniach dzieci i młodzieży.

Niniejsza praca stanowi próbę przedstawienia problemu agresywności wśród dzieci i młodzieży na przykładzie młodzieży gimnazjalnej.

 

Darmowy fragment

poniedziałek, 09 listopada 2009

Znaki Jacka Wójcika

znaki

– Czujesz to, co ja? – Michał nie wierzył własnym zmysłom. – Widzisz to, co ja? Bo chyba śnię, albo mam halucynacje… może to jakieś bakterie, które wdychamy?

– Spokojnie. Widzimy zapewne to samo… i też się dziwnie czuję i ten zapach… – Uspokajał go ksiądz.

W tej chwili trudno by było powiedzieć lub zrobić cokolwiek, co mogłoby wprowadzić ich w większe zdumienie. Nie wiedzieli, co robić i jak postępować. To, co zastali całkowicie odbiegało od tego, czego się mogli spodziewać.

– Jak to możliwe, żeby człowiek… żeby ciało mogło się tak zachować. Przecież musi tu leżeć, od co najmniej… – Michał nie chciał dopuścić do siebie myśli o tym, jak stary może być ten człowiek.

– Dwa tysiące lat. Tyle powinien mieć, jeżeli ten grób i mury pomieszczenia na górze są dziełem tych samych ludzi.

Jurek wykazał się chłodną kalkulacją, jednak w środku aż kipiał od wrażeń. Stali przy zwło-kach prawdopodobnie mających około dwa tysiące lat, a mieli wrażenie, że staruszek zaraz wstanie i przeciągnie się po zbyt długim śnie.

– To on tak pachnie, czujesz?

Stali na wyciągnięcie ręki i bez wątpienia tak było. Kwiatowa woń rozchodziła się od ciała i szaty starca. Sytuacja, choć bardzo nieprawdopodobna zaczynała być dla księdza jasna, a przy-najmniej tak mu się wydawało.

– Co to może być? – Wskazał na metalowe przedmioty spoczywające na piersi nieboszczyka. Były to trzy podłużne, prawdopodobnie srebrne przedmioty przypominających swym wyglądem dwa krótkie, zagięte sierpy i ostrze sztyletu.

– Nie mam pojęcia. Wyglądają jak jakieś narzędzia, ale czemu miałyby służyć i dlaczego spoczęły na piersi zmarłego.

Ksiądz przyjrzał się dokładnie srebrnym zabytkom. Spomiędzy palców zakrywających znaczną część wyczytał jedno łacińskie słowo: PATER.

– Pater – powtórzył cicho pod nosem. – Ojciec.

 

darmowy fragment

12:27, catarina78 , proza
Link Dodaj komentarz »

Cybercop Marka Roberta Falzmanna:

cybercop

Fragment:

– O, nasz podporucznik Jason leci z odsieczą... Fuck, to nie Jason! – Ktoś podniósł aparat po drugiej stronie i to był umorusany po rzęsy mechanik gniewnie gryzący ustnik bezdymnego szluga. – ...Ty kto?... O gówno! Sam na linii! Panie pułkowniku! Melduję, że jesteśmy w szambie po same uszy!

– Wiem. – Pułkownik zmarszczył brwi. – Co z klonami?

– Zadrutowane, nie przeplują – enigmatycznie nadał pytany. – Ale mamy teraz kłopot z mecho. Cała lokalna fauna spierdala przed Transgrabami i tratuje wszystko po drodze. Ratujemy ludzi, sir!

– Bardzo dobrze. – Pułkownik zerknął na plac pustoszejący w oczach, po czym wrócił do trzymanego w ręku aparatu. – Odskakujcie w stronę miasta. Ja idę ze wsparciem, ale to potrwa. Nie ma powodu do marnowania amunicji na Transgraby, bo te, i tak nie są do zatrzymania bez dużego kalibru. Zabierzcie klony i sformujcie kolumnę z uchodźców. Uciekajcie brzegiem i obsługowymi kładkami pod mostami. Unikać otwartej przestrzeni jak ognia. Trzymajcie ten kanał otwarty. Ja wam wyślę jakiś większy Hoover... – Przełączając InfoKom na drugą linię, pułkownik złapał obraz Jasona zapatrzonego w Holo nadające na żywo obraz z piekła i wyspy Itria, rodem...

– Panie pułkowniku! To wojna!

– To wojna – potaknął Sam, mający na swoim Holo analogiczny obraz pożarów i zagłady. – A my walczymy. Jason... aaa... powiedz mi, jakie masz pojazdy w garażu i maszynowym parku?

– Dwa Hoovery na dachu, to są nasze małe wojskowe piątki, a dalej to chyba trzy graviloty w podziemiu, ale tam zapchane transporterami, bo ta nowa firma, co wynajęła od nas górne piętro, przeprowadza się na raty, no i... tego...

– Fuck! – Sam zmarszczył brwi. – Nam potrzeba coś dużego. Coś bardzo dużego. Mechanicy odskakują do tyłu z klonami i jeszcze mają uchodźców na karku. Głupio zostawić cywilów na pastwę Transgrabów...

Darmowy fragment

12:23, catarina78 , proza
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 listopada 2009

Obecnie w przygotowaniu są następujące tytuły:

Mark Robert Falzmann: Upadek

Izabela Mikrut: Satyrady

 

A niedawno ukazały się:

Stan Ancient: Primeras

Mark Robert Falzmann: Cybercop

Jacek Wójcik: Znaki

Tagi: e-bookowo
21:25, catarina78
Link Dodaj komentarz »

Iki. Japońska filozofia codzienności Sylwii Gliniewicz:

iki

Iki i mieszkańcy Edo to dwa nierozerwalne pojęcia. Bez Edo nie byłoby Iki, a bez Iki wyjątkowości samego Edo. Mieszkańcy Edo byli i nadal są dumni z tego, że urodzili się właśnie w tym, a nie innym mieście świata. Z powodu tej dumy są często porównywalni do mieszkańców Paryża. Tym, co niewątpliwie wyróżniało mieszkańców Edo od Paryżan był ich antyintelektualizm i duma z tego, że są niezamożni i niewykształceni. Pomimo tych cech, które można by było postrzegać jako przywary mieszkańcy Edo słynęli z hojności, nieprzywiązywania się do pieniędzy, rozrzutności (potrafili stracić fortunę w ciągu jednej nocy) jak również z wyrafinowanego intelektualizmu. Poza tym mieszkańcy Edo, prawdziwi Edokko, musieli cechować się odwagą, która czasami graniczyła z brakiem zdrowego rozsądku, jak również akceptacją swojego przeznaczenia . Rozrzutność prowadziła niekiedy do bankructwa, ale jak powiedział jeden z taikomochi, który jest męskim odpowiednikiem gejszy:

,,Oszczędzaj pieniądze przez rok i wydaj je w ciągu jednej nocy w rozrzutny sposób. Tym sposobem, wydając pieniądze dla zabawy, sprawisz, że twoje życie na-bierze sensu ’’.

Do dobrego tonu należało nieprzywiązywanie się do pieniędzy, które same w sobie nie stanowiły wartości, a jedynie służyły realizacji wyznaczonych celów. Wy-powiedzi taikomochi nie należy rozumieć jako nakazu marnowani pieniędzy, ale raczej jako wskazówkę, aby pieniądze służyły nam, a nie odwrotnie, abyśmy to my byli nie-wolnikami pieniędzy.

 

Darmowy fragment

Tagi: e-bookowo
21:12, catarina78 , kultura
Link Dodaj komentarz »

Argentyna Adama Szczepańskiego:

argentyna

Fragment:

Gdyby mieli dusze skaldów, mogliby pomyśleć, że oto właśnie słońce składa ziemi pożegnalny pocałunek, czule dotykając linii horyzontu. Ale nie mieli. A nawet gdyby, to idąc leśną ścieżynką nie oglądali słońca już od dobrej godziny, skutecznie zakryci przed promieniami baldachimem wysokich drzew. Przedwieczorna szarówka zwiastowała, że to ostatnie kroki, jakie zrobią tego dnia. Innego dnia Jallt psioczyłby, że znów przyjdzie im lec prosto z marszu w leśnej, mokrej trawie, otulając się płaszczami. Że znowu obudzi się z obolałym grzbietem, zziębnięty do szpiku kości. Ale tym razem nie psioczył. Przeciwnie, czekał na to. Czekał na moment, kiedy wreszcie zapadnie zmrok, a barbarzyńca w końcu raczy się ubrać i zmyje z siebie to śmierdzące paskudztwo. Wiedział, że już niedługo, niebawem.

Leśna gęstwina powoli zaczęła rzednąć. Nieznacznie i na krótko. Tauzaniusz nie-spodziewanie wyszedł na niewielką polankę, zazdrośnie strzeżoną przez grodzące do-stęp drzewa i krzaki, za którą na powrót rozciągała się nieprzenikniona puszcza. Na moment stracili się z oczu, ale mimo tego Jallt wiedział, że Ark przystanął. Poczuł to, w miarę jak tężał odór borsuczych wnętrzności. Zbliżał się do najemnika, choć grymas jego twarzy mówił, że wolałby żeby rudobrody szedł. Daleko, jak najdalej. Najlepiej w cholerę. Nagle zobaczył rozstępujące się drzewa, szerokie plecy Tauzaniusza, polankę, a na niej... No właśnie.

Na środku stała mała chatka. Była drewniana, w mocno opłakanym stanie, z małym poddaszem, maleńkimi okopconymi oknami i dziurami w dawno nie łatanym dachu. Ot, można by powiedzieć zwykła, zapuszczona chatynka. Rzecz w tym, że trudno nazwać zwyczajną chatynką domek na kurzej łapce.

– Wiedźma – szepnął barbarzyńca. – Wiedźma, Jallt. Wiesz, że nie jestem stra-chliwy. Ale uciekajmy, złodzieju. Uciekajmy póki czas.

Darmowy fragment

21:08, catarina78 , proza
Link Dodaj komentarz »

Dwujęzyczny tomik poetycki Eryka Ostrowskiego.

daremne piekna

Wśród wierszy, m.in. ten:

Tam gdzie anioły pożądają ludzi

Przyjmuje moje spotkania z życiem

On – śpiewające skrzydła synogarlic

Powiedzieć ptakowi, a nuż wyśpiewa

Dobrze, że są zwierzęta

Przychodzą

Słuchają

Cierpliwie

Być silnym albo nie być wcale

Kiedy leżę i patrzę twardo leżę i patrzę

Jak ze słów spadają pióra, jedno po drugim

Leżę i czekam na to ostatnie, kiedy już nic

Zamiast zerwać się wzbić póki jeszcze mogą

I ja wraz z nimi dalej niż stąd dalej niż tam

Przemijają twoje lipce przemijają moje maje

Wcale nas nie ma

Co to znaczy mieć odwagę na wcale?

I wiem jedno – nie chciałem tego

Już żadnych objawień

Lecz wtedy powiedziałem Tak i wtedy Zawsze

I wcale nie otwierałem ust

I wtedy powiedziałeś

I wcale

Dla kogo krzyczę

 

 

Darmowy fragment

21:01, catarina78 , poezja
Link Dodaj komentarz »

na blogu wydawnictwa internetowego e-bookowo, gdzie będzie można komentować nasze publikacje i wymieniać się doświadczeniami.
Wydawnictwo zostało założone w październiku 2008 roku. Od tego czasu wydaliśmy przeszło 60 publikacji niemalże 100 autorów.

Naszym celem jest popularyzacja cyfrowych publikacji.

Zapraszam do współpracy Autorów, recenzentów, czytelników, przyjaciół i fanów :).


Pozdrawiam

redaktor naczelna

Katarzyna Krzan

www.e-bookowo.pl

18:43, catarina78
Link Dodaj komentarz »
Twoja wyszukiwarka
Wydawnictwo e-bookowo.pl