wywiad

środa, 20 kwietnia 2016

Pytanie 1: Skąd pomysł na taką powieść?

 

Wszystko zaczęło się w sierpniu 2013 roku, kiedy po ponad miesięcznej podróży motocyklowej do Izraela zameldowałem się w hostelu w samym sercu Stambułu, w dzielnicy Fatih – nazwanej tak na cześć sułtana Mehmeda II, zdobywcy Konstantynopola – kilkaset metrów od słynnego Błękitnego Meczetu zbudowanego z woli sułtana Ahmeda oraz Hagia Sofii, dawnego Kościoła Mądrości Bożej przekształconego przez Osmanów w meczet... Zanim jednak oszołomił mnie przepych i gwar Stambułu, chyba najpiękniejszego miasta, jakie udało mi się do tej pory zwiedzić, podróżowałem motocyklem po Turcji, wszędzie serdecznie podejmowany przez Turków, przez co musiałem na nowo zdefiniować pojęcie gościnności. Podziwiając bezdroża Anatolii z perspektywy motocyklowego siedzenia, zaczęła mi towarzyszyć idea powieści, jakiej nigdy wcześniej nie planowałem napisać: powieści historycznej.

Idea skrystalizowała się w Stambule pewnego sobotniego wieczoru, kiedy siedziałem nad piwkiem Efes zadumany nad sznurem pojazdów ciągnących do Błękitnego Meczetu na wieczorne modły. Trwał ramadan. Samochody z wiernymi mijały mój hostel nieprzerwanie do czwartej nad ranem. Tysiące muzułmanów nie tylko ze Stambułu, jak wyjaśnił mi jeden z pracowników hostelu... Ta masa okazała się inspirująca: pojawił się za nią ciąg skojarzeń, a te z kolei wyzwoliły pytania, na które postanowiłem znaleźć odpowiedź w powieściowym świecie, jaki zaplanowałem stworzyć. Pisano już o upadku Konstantynopola, myślałem, choćby i Zofia Kossak w „Puszkarzu Orbano”, ale nie mogłem sobie przypomnieć powieści, która opowiedziałaby o ludziach, którzy sprawili, że Konstantynopol upadł: o szeregowych osmańskich żołnierzach i ich dowódcach. O janczarach... Nie ujmowano chyba za często w powieściowych ramach w jaki sposób stali się oni szeregowymi żołnierzami i dowódcami, a przynajmniej ja nic takiego sensownego nie czytałem. Trzeba pamiętać, że upadek Konstantynopola uważa się za jeden z momentów kończących wieki średnie, a to chyba niemałe osiągnięcie, które z pewnością napełniłoby dumą architekta tego wydarzenia: młodego sułtana Mehmeda II obalającego Cesarstwo Bizantyjskie w wieku zaledwie dwudziestu jeden lat.

W taki oto sposób stanąłem przed zadaniem: stworzyć bohatera, który zobaczy i przeżyje wszystko indywidualnie będąc jednocześnie częścią wielkiej, nierozerwalnej całości: rozkwitającego Imperium, jakie przez wiele lat miało odgrywać istotną rolę na mapie świata. Nie chciałbym jednak, aby mój cykl powieściowy traktowany był, jako komentarz do zachodzących wówczas wydarzeń: w pierwszym tomie przedstawiam obraz tamtego świata z perspektywy młodej osoby pytającej nieustannie o panujący w nim porządek i rządzące nim reguły, a to – niezależnie od epoki – pytania uniwersalne.

 

Pytanie 2: Ile tomów ma mieć „Ferit...”?

 

W założeniu ma to być trylogia, jednak póki co nie zamierzam zdradzić tytułów kolejnych części, jednak czytelnik pierwszego tomu domyśli się w jakim kierunku prowadzę głównych bohaterów.

 

Pytanie 3: „Ferit...” to bogata, pełna powieść. Ile zajęło Panu pisanie?

 

Pracowałem nad nią blisko dwa lata. Powieść osadzona w konkretnych ramach czasowych z pewnością wymaga gruntownego prześledzenia materiałów źródłowych, które – jeśli mamy mówić o okresie najbardziej mnie interesującym, czyli o dziejach państwa osmańskiego na chwilę przed zdobyciem Konstantynopola – okazały się równie bogate, jak i pełne sprzeczności. Jedno jest pewne: historia milczy o głównym bohaterze, którego stworzyłem rzucając go w wir wydarzeń rozgrywających się w samym sercu rozkwitającego Imperium Osmańskiego: w seraju sułtana Murada w ówczesnej tureckiej stolicy, Edirne.

W tamtym czasie młodzi chłopcy zabierani od swych rodzin podczas branki (dewszirme) z terenów kontrolowanych przez Osmanów kończąc elitarną szkołę paziów pałacowych mieli ogromne szanse na uzyskanie wysokiej godności na dworze sułtana. Nawet tej najwyższej: wielkiego wezyra, czyli pierwszego ministra. Pierwszym wielkim wezyrem, który nie był Turkiem, lecz greckim brańcem był Veli Mahmud Pasza, a tytuł ten otrzymał z rąk sułtana Mehmeda II po zdobyciu Konstantynopola. Zabieg ten, a więc obsadzanie kluczowych stanowisk urzędniczych i wojskowych przez brańców był nieprzypadkowy: w ten sposób sułtani pragnęli odciążyć się od potencjalnych roszczeń wielkich rodów tureckich do wysokich urzędów, a tym samym do ich rośnięcia w siłę, które mogło bezpośrednio zagrozić władzy. Nie pierwszy jednak to raz w historii, kiedy dalekowzroczni władcy zawierzali swoje życie ludziom z innych krajów. Główny bohater mojej powieści uprowadzony w wieku trzynastu lat przez Turków z Korony Polskiej trafia do szkoły paziów pałacowych w Edirne, gdzie... ale o tym najlepiej przeczytać samemu.

 

Pytanie 4: W jakich warunkach lubi Pan pracować? Musi panować idealna cisza, czy wręcz przeciwnie, pracuje Pan przy muzyce?

 

Moją porą jest świt. Wstaję bardzo wcześnie i chwilę po piątej siadam do pisania. O tej porze mam wszystko, co niezbędne: ciszę i spokój wciąż nie wybudzonego ze snu świata, świeży umysł i supermocną kawę. Korekty robię popołudniami, a nad powstającym tekstem najlepiej rozmyśla mi się w ciągu dnia, choć zdarza mi się też o tym śnić. Muzykę w czasie pisania wykluczam. Podobnie, jak inne dźwięki, które o świcie po prostu nie występują, a nawet gdyby tak było, zrobiłbym wszystko, aby je zniwelować. Inaczej mówiąc: preferuję spartańskie podejście i wysoką dyscyplinę pracy.

 

Pytanie 5: Który z bohaterów Pana powieści, jest Pana ulubionym? Zżywa się Pan z postaciami, które tworzy, czy raczej nie?

 

Ferit” jest powieścią specyficzną w mojej twórczości, tym bardziej wyjątkową, że po raz pierwszy pisaną z myślą o szerszym czytelniku. O ile moi poprzedni bohaterowie są na swój opozycją do współczesności, swobodnym bytem unoszącym się nad absurdem i nonsensem życia, jaki odczuwa raz na czas każdy, choćby i najbardziej uporządkowany człowiek, tak Ferit jest bohaterem mocno w rzeczywistości osadzonym, zamierzającym być jej istotną częścią, a przynajmniej do czasu... niestety, więcej powiedzieć nie mogę, gdyż musiałbym zdradzić detale, które muszą pozostać tajemnicą.

Zachęcam szczególnie do sięgnięcia po dwie moje ostatnie powieści: „I tak wszyscy się tu znajdziecie” z roku 2010 oraz „Normalne ślady użytkowania” wydaną w roku 2012. Zdaję sobie sprawę, że powieści te – ze względu na swój język, na strukturę narracji – mogą być i z całą pewnością nie są najłatwiejsze w odbiorze, ale są one adresowane raczej do dojrzałego literacko czytelnika, a przynajmniej tak to sobie wyobrażałem i wyobrażam.

Wracają do Ferita... to bohater niespokojny, porywczy w głodzie wiedzy, który pewnego dnia oderwany od znanego mu świata, odnaleźć się musi wśród obcych obyczajów, innej religii, którą musi uznać za swoją. Ale to także bohater uparty i konsekwentny, śmiało realizujący wyznaczone cele i przez to na pewno bardzo się z nim zżyłem, choć los jego do najłatwiejszych należeć nie będzie.

 

Pytanie 6: Czy jest jakaś osoba, która czyta Pana teksty przed wysłaniem ich do wydawnictwa, która wydaje opinię, podpowiada?

 

Nie ma. W literaturze jestem tyranem. Wyznaję zasadę, że do świata, który stworzyłem – pozwolę sobie na takie określenie – w butach wejść mogę wyłącznie ja. A zatem, skoro ustanawiam pewne granice, inaczej mówiąc: plan, konspekt powieści, który potem realizuję, to zamierzam doprowadzić go do końca wedle własnych założeń. Lwia cześć powieści, nie tylko współczesnych, pisana jest wedle niemalże encyklopedycznych punktów, ba, wedle poradników udowadniających, że punkt kulminacyjny najlepiej rozgrywać w tym, nie w innym momencie, a konflikt między głównymi bohaterami budować najlepiej na takiej, a takiej płaszczyźnie, itd. Nie twierdzę, że to złe. Dla mnie jednak – powiedzmy – niekonieczne. Od dziecka byłem na bakier z edukacją, ze szkołą, z nauczycielami. Sztamę trzymałem głównie z bibliotekami i księgarniami. I uważam, że wyszedłem na tym lepiej niż szkoły i nauczyciele. :-)

 

Pytanie 7: Pana bliscy wspierają Pana w pisaniu?

 

Szczerze mówiąc nie za bardzo rozumiem... Intymności, za jaką uważam proces twórczy nie da się z nikim dzielić w taki sposób, w jaki dzielić się można np. butelką wysokoprocentowego alkoholu. To coś co nie podlega komentarzom i tzw. miłym słowom, gdyż jest tak silne, że istnieje mimo wszystko i w taki sposób rozrasta, ewoluuje tworząc coś, co w przyszłości stanie się np. powieścią. Pisanie to proces samodzielny i samotny. Inaczej być moim zdaniem nie może.

 

Pytanie 8: Jakie ma Pan plany wydawnicze, poza kolejnymi częściami „Ferita..”?

Jestem zwolennikiem teorii, że autor nie powinien szerzej rozmawiać o książkach nie napisanych, istniejących w planach, zamysłach, lub o tych, które aktualnie powstają. Uważam, że najlepsze pomysły wymagają napisania, nie omówienia.

 

 

Dziękuję za rozmowę

 

Również dziękuję.

 

 

Rozmawiała Patrycja Żurek

 




09:02, catarina78 , wywiad
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 kwietnia 2015
środa, 29 stycznia 2014

Wywiad z Aleksandrem Sową, pisarzem, self-publisherem, twórcą, który pokazał innym piszącym, że można wziąć sprawy we własne ręce.

 

 

Można powiedzieć, że zniknąłeś na jakiś czas.

Miałem pracowity okres.

 

Skupiłeś się na pisaniu?

Tak, ale nie tylko. Zresztą nie miałem wiele czasu na książki. Zmieniłem pracę. Przez osiem miesięcy byłem poza domem.

 

A jednak coś napisałeś?

Cały czas piszę. To moja pasja. Nie muszę tego robić, bo to nie mój zawód. Robię to z przyjemnością.

 

Niedawno trochę się zmieniło, jeśli chodzi o katalog Twoich publikacji, prawda?

Tak. Pojawiły się aż cztery nowości. Dwie powieści i dwa zbiory opowiadań.

 

No właśnie. Wcześniej nie publikowałeś opowiadań. Próbujesz czegoś nowego?

Niezupełnie. Ta forma nie jest dla mnie nowa. Moje pierwsze wprawki literackie, to właśnie opowiadania. Ale nie nadawały się do publikowana. Dopiero w 2011 roku wydałem „Fatalny manuskrypt” w papierowej edycji antologii „Książki moja miłość”. W tym samym roku wydałem też „Czwarty dzień Grudnia” w zbiorku „Wydaje Świątecznie”.

 

A potem napisałeś kolejne i zdecydowałeś się wydać zbiór autorski?

Coś w tym rodzaju.  Nawet dwa zbiory.

 

O czym jest pierwszy?

W „Do widzenia” zebrałem utwory różnej długości i o różnej tematyce, ale łączy je rozstanie jako motyw przewodni. Stąd przeczytamy o parze umierających staruszków, dziewczynie która chce popełnić samobójstwo i mężczyźnie, który przygląda się pewnej, zrywającej ze sobą parze. Oprócz tego czytelnik przeżyje grozę umierania na pokładzie samolotu Ił-62 Tadeusz Kościuszko, zanim pilot przekazał przez radio dramatyczny komunikat "Do widzenia! Cześć! Giniemy!". I jeszcze kilka innych historii.

 

A drugi zbiór?

W „Powietrze jest zimne” zebrałem opowiadania związane z moją drugą pasją – z lataniem.

 

Jesteś pilotem, prawda?

Tak. Szybowcowym. Próbowałem też latania samolotowego. Oprócz tego skaczę ze spadochronem.

 

I o tym pisałeś?

Trochę tak. Ale głównie skupiłem się na opisaniu autentycznych, tyle, że fabularyzowanych historii.  Siłą rzeczy moje przeżycia przenikają do nich, choćby dlatego, że dzięki lataniu albo skokom mam inne spojrzenia na lotnictwo. I więcej wiem.

 

I wiesz jak pachnie zimne powietrze?

Wiem, czułem je nie raz. I powiem ci, że polecam chociaż raz stanąć ze spadochronem w otwartych drzwiach samolotu cztery kilometry nad ziemią. To pozwala spojrzeć z dystansu.

 

Z pewnością, ale wróćmy na ziemię. O czym są Twoje nowe powieści?

O „Zauroczeniu” nie chciałbym wiele mówić, ponieważ jest tak zbudowana, że łatwo jednym zdaniem zepsuć czytelnikowi frajdę z czytania.  W założeniu miała być szokująca.

 

I udało się? Jest taka?  

Wiem, że to nie zabrzmi skromnie, ale jestem z niej zadowolony. Z tego, co widzę czytelnicy także. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że to jedna z najlepiej napisanych moich powieści. Inna sprawa, że napracowałem się aby się ją dobrze czytało. Udało się.

 

A druga powieść?

„Koma” to inny gatunek. Nie wiem czy pamiętasz, ale kilka lat temu w całej Polsce przez kilka miesięcy było głośno o pewnym autorze. Miał on wydać powieść pt. „Amok”. Wkrótce po jej wydaniu został oskarżony o zabójstwo kochanka byłej żony. Policję na jego trop miał naprowadzić brutalnym opis zabójstwa z jego książki.

 

Opisał zbrodnię, którą sam popełnił? Nazywał się Krystian Bala?

Tak. Krystian Bala po głośnym procesie został skazany na 25 lat więzienia, choć do dziś nie jest jasne, czy faktycznie jest winny tej zbrodni.

 

Jak to możliwe? Przecież sąd orzekł o winie?

Sądy nie orzekają winy, ale wydaja wyroki. W Polsce niesłusznie skazuje się kilkuset ludzi rocznie. W wypadku Krystiana Bali nie znaleziono żadnego, jednoznacznie obciążającego dowodu na to, że zabił. Skazano go na podstawie poszlak. W procesie popełniono błędy, niewykluczone, że sędziowie nadinterpretowali poszlaki. Mówi się, że naruszono prawo do obrony. Nie wiem, nie jestem prawnikiem. Jednak sprawa była głośna i niejednoznaczna.

 

Dlatego napisałeś o tym powieść?

„Komę” napisałem dlatego, że zainteresowała mnie ta sprawa. Uznałem, że to ciekawy pomysł. Fabułę oparłem na faktach, ale to literacka fikcja. Coś na zasadzie – a może było tak? Historia alternatywna. Książka składa się głównie z dialogów i, jestem pewien, że fanom kryminałów, thrillerów czy powieści sensacyjnych dostarczy doskonałej rozrywki.

 

Oby.  Jesteś jednym z najbardziej niezależnych autorów w Polsce. Dobrze Ci z tym?

Wiadomo, wszystko ma zalety i wady. Pewnie, że czasem wolałbym wysłać tekst do wydawnictwa, a pół roku później zobaczyć jak czytelnicy wychodzą z moimi książkami pod pachą z Empiku. Ale w życiu nic nie ma na skróty. Nie jestem Dorotą Masłowską czy Mirkiem Nahaczem. Może brakuje ich talentu, a może szczęścia.  A, że lubię pisać, to pracuję nad warsztatem, piszę, poprawiam. Mam licznych czytelników. Otrzymuję recenzje. Mam kontrolę. Piszę coraz lepiej. Nie narzekam. Jest dobrze.

 

Ale Twoje utwory są dostępne głównie w formie elektronicznej. A co z edycjami papierowymi?

To prawda, że większość tego, co sprzedaję to e-booki. Papierowe edycje stanowią mniej niż 4% sprzedaży. To jest jednak kwestia kosztów i dystrybucji. Niemniej jeśli czytelnik chce kupić moją książkę w edycji papierowej, jest taka możliwość. W kilku księgarniach internetowych można je znaleźć a będzie ich przybywać. Mam nadzieję, że niedługo również i w e-bookowo będzie można kupić papierowe wydania moich książek.

 

Intensywnie nad tym pracuję.

Trzymam kciuki.

 

Zatem mi nie pozostaje nic innego jak zachęcić do czytania.

I mnie również.

 

Dziękuję za rozmowę.

I ja także.

 

Książki Aleksandra Sowy można znaleźć w naszej księgarni:

http://www.e-bookowo.pl/nasi-autorzy/aleksander-sowa.html



16:37, catarina78 , wywiad
Link Dodaj komentarz »
Twoja wyszukiwarka
Wydawnictwo e-bookowo.pl